Wystawiasz faktury niemieckim kontrahentom? Uważaj, by urząd nie uznał ich za ukryty etat.Choć model B2B wygląda na legalny, niemieckie organy kontrolne coraz ostrzej tropią tzw. Scheinselbständigkeit, czyli ukryte zatrudnienie. Dla polskiej firmy to ryzyko utraty płynności przez wsteczne składki i dotkliwe grzywny. Dowiedz się, gdzie kończy się samodzielność, a zaczyna fikcyjne samozatrudnienie.
Scheinselbständigkeit to sytuacja, w której osoba formalnie prowadzi działalność gospodarczą (jest selbständig – samozatrudniona), ale faktycznie wykonuje pracę jak pracownik etatowy. Zamiast umowy o pracę (Arbeitsvertrag), strony podpisują umowę cywilnoprawną (np. Werkvertrag – umowa o dzieło lub Dienstvertrag – umowa zlecenia), co pozwala niemieckiemu zleceniodawcy uniknąć kosztów pracodawcy: składek na ubezpieczenia społeczne, płatnego urlopu, ochrony przed zwolnieniem, przestrzegania prawa pracy.
Niemiecki system ubezpieczeń społecznych (Sozialversicherung) jest finansowany z obowiązkowych składek płaconych przez pracodawców i pracowników. Gdy ktoś pracuje „na czarno” lub w ramach fikcyjnego B2B, system traci środki. Dlatego niemieckie władze aktywnie tropią Scheinselbständigkeit, a kary są surowe.
Dla polskich firm problem narasta w kilku branżach:
Jeśli polska firma wystawia faktury niemieckiemu zleceniodawcy, ale jej pracownicy wykonują pracę jak etatowcy – ryzykuje oskarżenie o organizowanie fikcyjnego samozatrudnienia.
Niemieckie prawo nie definiuje Scheinselbständigkeit wprost, ale kluczowe są cechy zależnego zatrudnienia: podporządkowanie poleceniom i włączenie w organizację zleceniodawcy (§ 7 SGB IV). Orzecznictwo sądów pracy (Arbeitsgerichte) i praktyka organów kontroli wypracowały szereg kryteriów. Im więcej z nich jest spełnionych, tym większe ryzyko uznania współpracy za ukryte zatrudnienie.
Prawdziwy samozatrudniony może zatrudnić kogoś, kto wykona zlecenie za niego. Jeśli polski „freelancer” musi osobiście stawić się na budowie czy w biurze niemieckiego klienta i nie może wysłać zastępcy, to sygnał ostrzegawczy. Etatowy pracownik ma obowiązek osobistego świadczenia pracy – nie może wysłać kolegi zamiast siebie.
Etatowy pracownik podlega poleceniom pracodawcy: kiedy przychodzi do pracy, jak wykonuje zadania, w jakiej kolejności. Samozatrudniony sam decyduje o sposobie realizacji zlecenia – dostaje brief, a resztę organizuje po swojemu. Jeśli niemiecki zleceniodawca dyktuje godziny pracy, wymaga obecności na spotkaniach o ustalonej porze, nadzoruje każdy krok i każe poprawiać szczegóły na bieżąco – to wygląda jak stosunek pracy, nie współpraca B2B.
Pracownik jest częścią firmy: ma służbowy e-mail, wizytówkę z logo firmy, jest wymieniany na stronie internetowej jako członek zespołu, uczestniczy w wewnętrznych szkoleniach i meetingach. Samozatrudniony działa jako zewnętrzny dostawca – ma własne narzędzia, materiały promocyjne, stronę internetową, kilku klientów jednocześnie. Jeśli polski „freelancer” dostaje np. służbowy laptop, e-mail @firma.de i mówi klientom, że „pracuje dla tej firmy”, to nie wygląda już jak niezależny przedsiębiorca.
Samozatrudniony ponosi ryzyko biznesowe: inwestuje w sprzęt, ponosi koszty, czasem realizuje zlecenie bez wynagrodzenia (jeśli efekt nie zadowoli klienta), ma wielu klientów, martwi się o płynność finansową. Etatowy pracownik dostaje stałą pensję co miesiąc, bez względu na to, czy firma ma zysk. Jeśli polski „freelancer” pracuje tylko dla jednego niemieckiego klienta, dostaje stałą kwotę miesięcznie, nie ponosi żadnych kosztów (bo wszystko zapewnia zleceniodawca), nie ma własnych klientów ani źródeł dochodu – to nie jest prawdziwy przedsiębiorca.
Jeśli ktoś pracuje wyłącznie dla jednego zleceniodawcy przez długi czas, to silny argument za uznaniem relacji za stosunek pracy. Niemieccy urzędnicy patrzą na to krytycznie: dlaczego ktoś miałby prowadzić działalność gospodarczą, skoro ma tylko jednego klienta? Prawdziwy samozatrudniony dywersyfikuje źródła dochodu.
Umowy cywilnoprawne zazwyczaj dotyczą konkretnego projektu: „stworzysz aplikację mobilną do końca czerwca”, „przeprowadzisz audyt i dostarczysz raport”. Etat to długoterminowa relacja: pracownik jest zatrudniony przez lata, wykonuje ciągle zmieniające się zadania. Jeśli polski „freelancer” współpracuje z niemiecką firmą od 3 lat, co miesiąc wystawia fakturę za „usługi konsultingowe” bez jasno określonego projektu – to przypomina etat z fałszywą etykietką.
Kontrole prowadzi przede wszystkim Zoll (Finanzkontrolle Schwarzarbeit – FKS) – niemiecka służba celno-skarbowa odpowiedzialna za zwalczanie pracy nierejestrowanej i oszustw składkowych. Zoll ma szerokie uprawnienia: może wejść na budowę, do firmy transportowej, biura czy zakładu produkcyjnego i sprawdzić dokumenty wszystkich pracujących tam osób.
Typowa kontrola Zollu może wyglądać tak:
Zoll wykrywa naruszenia i wszczyna postępowania, jednak kwestię statusu ubezpieczeniowego (czy to zależne zatrudnienie czy samozatrudnienie) w razie sporu rozstrzyga Deutsche Rentenversicherung (DRV) – niemiecki odpowiednik ZUS – w ramach procedury Statusfeststellungsverfahren. DRV bada faktyczny charakter współpracy i wydaje wiążącą decyzję o statusie.
Pamiętaj, że impulsem do kontroli bywają nie tylko rutynowe akcje w budownictwie czy transporcie, ale także donosy od konkurencji lub skonfliktowanych współpracowników.
Warto się zastanowić, czy pozorne oszczędności na składkach są warte ryzyka paraliżu firmy. Nawet drobne niesnaski lub jeden błąd w umowie mogą ściągnąć na Ciebie kontrolę, która podważy sens całego modelu biznesowego. Działanie na skróty w starciu z niemieckim systemem kontroli to ryzykowna gra, a stawka jest często wyższa niż wypracowany zysk.

Gdy zostanie stwierdzone fikcyjne samozatrudnienie, obie strony mogą mieć poważne kłopoty.
Dla niemieckiego zleceniodawcy:
Dla polskiej firmy (wykonawcy):
Dla „freelancera” (osoby wykonującej pracę):
Kluczem jest prawdziwa samodzielność współpracy. Jeśli faktycznie chcesz działać B2B z niemieckim klientem, zadbaj o spełnienie następujących warunków:
Prawdziwy przedsiębiorca nie jest zależny od jednego zleceniodawcy. Dywersyfikuj źródła dochodu – współpracuj z kilkoma firmami jednocześnie. Jeśli 100% Twoich przychodów pochodzi od jednego niemieckiego klienta, to dla organów kontrolnych czerwona lampka.
Nie przyjmuj poleceń dotyczących godzin pracy, miejsca wykonywania zadań, kolejności działań. Negocjuj brief i deadline, a potem sam zarządzaj projektem. Jeśli niemiecki klient wymaga obecności w biurze od 9 do 17, to już nie jest B2B.
Inwestuj w swoje narzędzia, sprzęt, oprogramowanie. Nie korzystaj wyłącznie z zasobów klienta. Akceptuj model wynagrodzenia za efekt (fixed price za projekt), nie za czas (hourly rate jak etatowiec).
Nie używaj firmowego e-maila klienta, nie siedź na stałym biurku, nie bierz udziału w wewnętrznych strukturach (jak linie raportowania, oceny pracownicze). Jesteś zewnętrznym dostawcą, nie członkiem zespołu.
W umowie zapisz, że możesz zlecić wykonanie zadania podwykonawcy. Nie musisz tego robić w praktyce, ale samo prawo do tego pokazuje, że nie chodzi o osobiste świadczenie jak w etacie.
Zamiast „współpracy na czas nieokreślony”, podpisuj umowy projektowe: „stworzenie aplikacji XYZ do 31 sierpnia”, „audyt systemu ABC w Q1 2026”. Po zakończeniu projektu możesz podpisać kolejny, ale zawsze z konkretnym celem i terminem.
W budownictwie i transporcie problem Scheinselbständigkeit jest szczególnie palący. Przykładowo, polska firma wysyła brygadę do Niemiec – formalnie każdy jest „samozatrudniony”, wystawia faktury, ale w praktyce wszyscy pracują pod kierownictwem niemieckiego kierownika budowy, mają wyznaczone godziny, dostają narzędzia od zleceniodawcy, nie mają innych klientów.
Zoll regularnie kontroluje budowy w całych Niemczech. Jeśli stwierdzi, że „samozatrudnieni” murarze czy elektrycy faktycznie pracują jak etatowcy, wszczyna postępowanie, które może zakończyć się nakazem wstecznego zgłoszenia do ubezpieczeń i nałożeniem kar. Dla polskiej firmy budowlanej to może oznaczać nie tylko kary finansowe, ale też utratę kontraktów i reputacji na niemieckim rynku.
Podobnie w transporcie – kierowcy formalnie „samozatrudnieni”, wynajmujący własne auta, ale realizujący wyłącznie zlecenia jednej spedycji, pod pełną kontrolą koordynatora, bez możliwości odmowy tras. To klasyczny przypadek Scheinselbständigkeit.
W tych branżach kluczowe jest prawidłowe delegowanie pracowników zgodnie z wymogami niemieckimi: formularze A1, zgłoszenie do Zollu, przestrzeganie minimalnego wynagrodzenia, ubezpieczenia. Jeśli polska firma chce legalnie wysyłać ludzi na niemieckie budowy czy trasy, musi to robić jako delegowanie etatowych pracowników, nie jako „współpraca B2B”.
Statusfeststellungsverfahren to procedura ustalania statusu zatrudnienia prowadzona przez Deutsche Rentenversicherung (DRV). Możesz dobrowolnie wystąpić o zbadanie, czy Twoja współpraca z niemieckim klientem jest faktycznie B2B, czy powinna być traktowana jako etat. DRV analizuje umowy, faktury i faktyczny model współpracy, a następnie wydaje decyzję wiążącą dla obu stron.
Zalety procedury:
Wady procedury:
Warto skorzystać z tej procedury przy długoterminowych kontraktach o dużej wartości, zwłaszcza jeśli masz wątpliwości co do spełnienia kryteriów B2B. Deutsche Rentenversicherung publikuje szczegółowe informacje o procedurze na swojej stronie internetowej.
Jeśli zamierzasz współpracować z niemieckimi zleceniodawcami lub już to robisz i obawiasz się zarzutu Scheinselbständigkeit, warto skonsultować się z doświadczonym biurem prawno-podatkowym. Specjaliści pomogą:
Kompleksowa obsługa prawno-podatkowa w Niemczech to inwestycja, która chroni przed wielokrotnością wyższymi stratami: karami, utratą kontraktów, problemami z ubezpieczeniami społecznymi po obu stronach granicy.
Scheinselbständigkeit to pułapka, w którą łatwo wpaść, szczególnie gdy chcesz zdobyć i utrzymać lukratywny kontrakt z niemiecką firmą. Niemieccy zleceniodawcy często sami preferują B2B, bo oszczędzają na składkach i unikają obowiązków pracodawcy. Ale gdy przyjdzie kontrola, to Ty jako polski przedsiębiorca poniesiesz konsekwencje: kary, ograniczenia w działalności, utrata reputacji. Warto więc od początku zadbać o rzeczywistą samodzielność współpracy lub – jeśli faktycznie chodzi o etat – otwarcie załatwić formalności związane z zatrudnieniem w Niemczech.